Tanio bez promocji — produkty, które zawsze mają niską cenę

Udostępnij:

Polowanie na promocje ma w sobie coś z hazardu: dziś kawa za pół ceny, jutro proszek, a za tydzień znowu trzeba śledzić gazetki. Tymczasem spora część koszyka w ogóle nie potrzebuje tego cyrku. W każdej sieci — z Lidlem i innymi dyskontami na czele — istnieje grupa produktów, które po prostu zawsze są tanie. Bez naklejek, bez limitów, bez aplikacji. Strategia „everyday low price", czyli stała niska cena, to cichy fundament dyskontowego modelu i warto wiedzieć, gdzie ona faktycznie działa.

Skąd się bierze stała niska cena

Dyskonty zarabiają na rotacji, nie na marży. Produkty, które każdy kupuje co tydzień — mąka, cukier, makaron, mleko, jajka, masło — są celowo wyceniane nisko przez cały rok, bo to nimi sklep konkuruje o klienta i buduje wrażenie taniości całej reszty. Drugim filarem są marki własne: sieć zamawia produkt bezpośrednio u producenta, pomija pośredników i koszty reklamy, więc może trzymać cenę o jedną trzecią niższą od markowego odpowiednika bez żadnej promocji. W Lidlu widać to doskonale po podstawowym nabiale, pieczywie z pieca czy chemii domowej z półek pod własnym szyldem.

Co realnie zawsze jest tanie

Lista bezpiecznych zakupów bez czekania na gazetkę wygląda w większości dyskontów podobnie:

  • Sypkie podstawy — mąka, cukier, ryż, kasze, makarony marek własnych; różnice między sieciami to zwykle grosze.
  • Nabiał bazowy — mleko, jaja, masło, twaróg i jogurty naturalne; hitowe promocje na masło zdarzają się, ale cena regularna marki własnej i tak trzyma poziom.
  • Pieczywo wypiekane na miejscu — bułki i chleby z pieca są wyceniane agresywnie, bo ich zapach ma przyciągać na tył sklepu.
  • Chemia i higiena marek własnych — proszki, płyny, papier; skład bywa zbliżony do markowych, produkowanych zresztą nieraz w tych samych fabrykach.
  • Warzywa sezonowe — w szczycie sezonu (teraz: cukinia, papryka, śliwki, jabłka) cena regularna bywa niższa niż jakakolwiek zimowa promocja.

Gdzie promocja naprawdę robi różnicę

Odwrotna strona medalu: kawa, słodycze, napoje gazowane i energetyczne, markowa chemia, kosmetyki. Tu ceny regularne są ustawione wysoko właśnie po to, żeby cykliczne obniżki robiły wrażenie — i przy tych kategoriach faktycznie opłaca się czekać oraz kupować na zapas w dołku cenowym. Rozróżnienie jest proste do zapamiętania: im częściej produkt ląduje w koszyku, tym większa szansa, że jego cena regularna jest uczciwa. Im bardziej „przyjemnościowy" zakup, tym mocniej sieć gra na nim promocyjną huśtawką.

Jak to sprawdzić samemu

Nie trzeba wierzyć na słowo. Wystarczy przez trzy tygodnie zapisywać ceny pięciu produktów, które kupuje się najczęściej — w notesie albo w telefonie. Jeśli cena nie drgnęła, to jest to kandydat do kupowania bez oglądania się na gazetki. Jeśli skacze o kilkadziesiąt procent, właśnie znalazł się produkt, na który polować warto. Dobrym testem jest też cena za kilogram lub litr na etykiecie półkowej: przy stałych tanich produktach marka własna wygrywa ten przelicznik niemal zawsze, niezależnie od trwających akcji. Taki domowy audyt zajmuje kwadrans tygodniowo, a uwalnia od śledzenia połowy promocji — bo połowa koszyka po prostu promocji nie potrzebuje.